- Niebieska pigułka - taka, jaką zwykle zażywamy, aby nocą przejśc w stan oszczędnego czuwania. Patrz, Ziemia tak wygląda.
Mówimy o Ziemi, że jest niebieską planetą. Marsjanie mówią: niebieska pigułka. Dla nich Ziemia jest snem, stanem oszczędnego czuwania. Ale nie dla Tarrrantuli. Gdzie bowiem jest namiętność, tam trudno mówić o oszczędzaniu energii.
Tak, namiętność Tarrrantuli do Grynszpana nie minęła. Ukochany natomiast zniknął. Po wielkiej aferze i spektakularnej ucieczce z marsjańskiej zasadzki. Po tych wszystkich wydarzeniach, których szczegółów nie poznamy do 2107 roku, gdy minie embargo na owe supertajne informacje. Zniknął.
Szukała go we wsi i w lesie. Chodziła po polach. Pojechała nawet do najbliższego miasteczka. Ślad po Grynszpanie zniknął. Dom, jak mówią sąsiedzi, sprzedał. Zioła wysadził, notatki spalił, kalesony zutylizował. Został po nim tylko niezapłacony rachunek tepsy, temu jednak nikt we wsi się nie dziwił.
Nic o nim nie wie busiarz. Mówi, że tym ostatnim razem wsiadł i wysiadł - jak zwykle:
- Bo on, prze pani, tak zawsze. Wsiadał i wysiadał. I tym ostatnim razem zwyczaju nie naruszył. Co najwyżej, dał dwa złote zapłaty jakoś szczególnie, jakoś tak uroczyście. Tak jakby chciał wysiąść odświętnie, jak wysiada się we własne imieniny. Zawsze poznaje tych, co mają imieniny właśnie po wysiadaniu, po kroku, jaki stawiają na stopniach i po zamaszystym geście, gdy otwierają drzwi. I zamykają drzwi też inaczej, nieco głośniej i dostojniej, po pańsku. W ogóle zawsze mi się wtedy wydaje, że tak właśnie wysiada z busa królowa angielska. Może tylko wino lepsze od niej czuc i garsonka z lepszego sklepu, po pińcet złotych, co najmniej.
Swoiste śledztwo robiła sklepowa. Wiele jednak nie udało się stwierdzić, miała wszak przeciwnika nie byle jakiego, bo detektywa i mistrza kamuflażu. Wiejskiego kameleona. Wyprowadzał się dyskretnie i nie wzbudził niczyich podejrzeń. Zwykle takie rzeczy łatwo zauważy. Zwiększone zainteresowanie kartonami, pośpieszne upłynnianie butelek. A Grynszpan był taki, jak zawsze. I nawet jesienią sadzonki zamawiał, żeby na wiosnę na pewno je dostarczyć.
Może stał się świadkiem koronnym? Zmienił twarz, uczesanie, a może nawet płec i teraz pracuje w kasie kolejowej? Może uciekł przed Tuskiem do RPA? Może porwali go konkurencyjni kosmici?
- Gdzie jesteś, kochany? - pytała Tarrrantula, płacząc na przydrożnej ławce, tej przed cmentarzem.
+++
Ile czasu upłynie nim dowie się prawdy? Ile minie lat, aż spotka go na ulicy w pewnej stolicy kraju. Nie w mieście powiatowym, czy nawet w województwie. W samej stolicy. Kto by pomyślał?
CDN


